Yes We Are
Wkoncu sie udalo. Odwiedzilem Guggenheima a wiedziec trzeba ze planowalem go odwiedzic juz od wielu lat, ale nigdy nie bylo mi po drodze. Raz byl to caly ocean a raz 30 ulic w gore Manhattanu. Porobilem tej Wright’owej konstrukcji kiedys troche zdjec ale nic wiecej. A to wszystko dlatego ze tak naprawde Upper East Side po drodze jest chyba tylko jego mieszkancom. No ale w poniedzialek jednak sie udalo i zamiast siedziec na turbo nudnych grupowych krytykach wybralismy sie ekipa do MoMy i do Gugga. Gugga co prawda odwiedzilismy na koniec ale tu napisze o nim w pierwszej kolejnosci.

Gugg byl ciekawszy bo wsumie nikt nie wierzyl ze sie tam wybierzemy (wkoncu to 30 ulic w gore!). Ale z uwagi ze niedawno (wrzesien) skonczyli renowacje budynku na przyszloroczne obchody 50lecia i jako ze bylismy grupa 12 osob i z tego tytulu mielismy znizke (zaczynajaca sie juz od 10 osob) to nawet niewiedzac co grzeje sciany w muzeum stwierdzilismy ze sie jednak pofatygujemy. Zreszta pofotografowac Gugga to zawsze przyjemnosc, pomimo ze i tak zdjecia skoncza w szufladzie. Na sam widok odrazu mi sie odyseja kosmiczna Kubricka przypomina.

O wiele wieksza przyjemnoscia i ryzykiem bylo fotografowanie Gugga wewnatrz. Zaloga ochrony muzeum przechodzila chyba szkolenie w Guantanamo Bay i przyznam od dawna nie widzialem tak sztywnej i zenujaco smutno motywujacej obslugi. Zdecydowany przerost ambicji ktory az sie prosi o zgloszenie skargii. No ale pomijajac ta mala skaze to bylem calkiem zachwycony ale nie do konca wiem czy to byl zachwyt z powodu mojego uwielbienia do przestrzenii (mam lekka srube na pomieszczenia z olbrzymia powierzchnia i ciekawa architektura) czy ze wzgledu na to co zobaczylem wiszacego na scianach. Powiedzmy ze tak 70/30 bo Catherine Opie, ktorej to prace zajmuja 4 pietra powierzchni wystawowej w Guggu (na bodajze 7) w wiekszosci byly dosc interesujace.

Najbardziej do gustu przypadly mi serie Icehouses i Surfers ktore mozecie obejrzec tu i serie panoram Freeways (pozbawienie autostrad ich funkcjonalnosci) oraz American Cities. Kolejny raz sprawa rozbila sie dla mnie o przestrzen i calkowicie w ogole nie bylem zainteresowany jej materialem w temacie orientacji seksualnych, wizerunku, tranzwestytow, gejow, lesbijek i zboczencow itp. Powiem nawet ze bardziej naciaganego i nudnego materialu juz od dawna nie widzialem. Wrecz przerost formy nad przegadana trescia.

Kolejna wystawa o ktorej nie wspomnialem jeszcze jest theanyspacewhatever ktore w polaczeniu z totalnie cieszaca zmysly architektura jest chyba tym dla wykorzystania przestrzenii czm banksy jest dla sciennego grafitti. Zamiast ogladac Opie to odlaczylem sie od ekipy i szukalem coraz to ciekawiej ukrytych tekstow i krotkich wierszy powypisywanych tu i owdzie na scianach. Niestety nie udalo mi sie zrobic wiecej zdjec, straznicy ganiali.

W drodze z jednej czesci miasta do drugiej zdarzylo mi sie wyciagnac aparat. Jakis znak napewno.


A MoMa jak to Moma, mialem odwiedzic juz w wakacje ale bylo za goraco:D Tym razem zebralismy sie juz przed 10siata rano i ujrzelismy kolejke ktora zakrecala przed budynek a budynek otwieraja dopiero od 10:30. Nie powiem ze troche mnie to zaskoczylo, w Polsce takiego widoku sie chyba zbyt czesto w muzeach nie uswiadcza, a tutaj takie cos w poniedzialek rano i to przed otwarciem. Napewno nie chodzi o to ze MoMie lepsze dziela mozna zobaczyc, to chyba cos w tutejszych glowach inaczej siedzi niz w tych naszych ojczystych. Cale szczescie ze nie musialem stac w kolejce, moja super identyfikacja zagwarantowala mi darmowe wejscie bez kolejki woohoo!

A w MoMie dane mi bylo obejrzec wystawe Mikhael’a Subotzkiego ktory prezentowal serie Beaufort West. Niestety oprocz tego ze “Wow, ziom z Magnum” i “kurcze dobre zdjecia” to nic wiecej powiedziec nie moge. Ot fajne i juz.

Koniec tego muzealnego przynudzania na dzis, mam na glowie obrobienie dwoch serii na strone i selekcje streetu by w glorii mogl powrocic na strone. Cos bym jeszcze napisal ale i tak jest juz przydlugie wiec nastepnym razem.


Cholera… byłem w MoMA niecały miesiąc temu i nic nie wiedziałem o Gugg :-/ Ciekawe kadry.
Myślałem nad odwiedzeniem International Center Of Photography, ale nie zdążyłem - myślisz, że mam czego żałować?
—Wojtek
Lubie takie przynudzanie :-)
Hmm zabrzmiales jakby Gugg byl w MoMie, a to calkowicie inne muzeum jest. Ale pewnie cie zle zrozumialem.
ICP jest bardzo fajne, bardzo duzo konkretnego zdjecia tam mozna zobaczyc zawsze, wkoncu Cornell Capa sie znal na rzeczy. Musisz zachaczyc nastepnym razem, ja mialem tam byc w ostatnia srode na jednej malej konferencji ale nie wypalilo.
Dobrze się czyta i ogląda.
fajne, takie czyste kadry