Wine is fine but whiskey is quicker!

Under

Posted in Photography by Konrad on the July 17th, 2008

Chyba odstawie kawe. Przedwczoraj rano wstalem, oczy zalepione, napuchniete jak poduszki. Od lat niemal, pierwsze co z rana robilem to na slepo maszerowalem do kuchni, stawialem wode by sie zagotowala a w miedzyczasie jeszcze ucinalem sobie drzemke gdzies przy scianie albo cos. Przedwczoraj jednak bylo inaczej, pomijajc fakt ze ostatnio dosc pozno po nocy siedze to tym razem nie poszedlem do kuchni i nie zrobilem sobie kawy. Prawie jak w ramach jakiegos protestu, tylko ze zadne czolgi nie jechaly, poprostu nie ide do kuchni i juz. Najzwyczajniej w swiecie mi sie niechcialo, zreszta wczorajsza miala smakowac lepiej bo przed wczoraj nie pilem no i kurde wcale lepiej nie smakowala. A moze to dlatego ze byla to rozpuszczalna sypana? przyzwyczailem sie do aromatu takiej super mocnej z expresu (co go zepsulem) takiej co nie zostawia kwasnego posmaku a taka rozpuszczalna to ona sie wlasnie sklada glownie z kwasnego posmaku. No wiec wiec nie pije kawy, do zobaczymy do kiedy.

Bo w ogole to stalo sie cos niewyobrazalnego. Bedac w San Diego nie fotografowalem zadnego streetu bo ani nie bylem zapalony tym pomyslem specjalnie ani nie bylo czasu, Sadzilem ze to wynika z faktu ze nie znam terenu ani tez nie mam czasu na calodniowa wedrowke. Drinki mnie w tym jedynie utwierdzaly. Po powrocie do nyc, zorientowalem sie ze to cos wiekszego. Mianowicie ze, calkowicie przecalkowicie nie mam ochoty wyciagac aparatu jak jestem na miescie. Jeszcze przebardziej niechce mi sie lazic bez celu po miescie. Przestalem byc chyba w koncu turysta albo juz nie wiem, w jednym czasie zrywam z kawa i z miastem a na dodatek wgralem jeszcze foty z analoga.


(more…)

Say hwat?

Posted in Photography by Konrad on the July 1st, 2008

Kurcze ponoc nie powinno sie zaczynac od kurde i kurcze ale no kurde inaczej dzisiaj nie moge. Jakos dziwym trafem odkad sie semestr skonczyl to nagle nie mam czasu by ogarnac wszystkich aktualnych sprawy. Planowany update strony ktory mial sie odbyc przed wyjazdem sie troche jednak nie odbyl bo raz ze sie zasilacz schrzanil i nie mam dostepu do jednego dysku a dwa ze nie zdarzylem a trzy to chyba juz o tym pisalem w poprzednim poscie no ale przejdzmy do spraw przeszlo-terazniejszych czyli wyjazdu do San Diego i skromnego update’u strony. Wiecej po wakacjach.

Przed wyjazdem wyobrazalem to sobie troche bardziej jak rodem z Training Day’a z Denzelem czyli ze wszedzie gdzie nie spojrzysz sa niskie zabudowania, przedmiescia, gangi i nisko zawieszone kadilaki ze Still Dre grajacym w tle. Nic bardziej mylnego bo San Diego to chyba najbardziej pokojowe i spokojne miasto jakie dane mi bylo odwiedziec. Spokojne nie w sensie ze nudne tylko takie kompletnie wyluzowane, zero stresu. O dziewczynach pol nago tanczacych na barze nie bede wspominal bo wsumie po co;p. Na dodatek idealna pogoda w granicach 20-26 stopni z ladnym sloncem, zero duchoty typu NYC, bedac w SD wlasciwie przypomnialem sobie co to znaczy schowac sie w cieniu, cos co w Nowym Yorku w zupelnie nie ma miejsca. Kto byl ten wie. Co tam jeszcze na liscie, aha, wieczorne imprezowanie i brak porannego kaca, to tez sam nie wiem czy od pogody czy od czego zalezalo, w kazdym badz razie nie wazne czy zaczynasz z zimnym piwkiem o 10 rano przed sniadaniem, bo i tak sie bedziesz swietnie czuc czego swietnym przykladem jest moj brat ktory wymyslil nowa rewolucyjna metode regeneracji po porannym bieganiu, czyli kufel zimnego piwa z lodem, polecamy, rewelacja i jak apetyt nakreca.


(more…)