I know Karate, Voodoo too
Nowojorskie menu, czyli 8 milionow spoconych ludzi w jednym miejscu i ja w zakresie od 14 do 200mm. Czasem mnie to poraza w tym miescie, ile tu ludzi na ulicach draluje w gore w dol to az trudno opisac, nic tylko sie zatrzymac i wydrzec gebe pytajac “GDZIE WY DO CHOLERY WSZYSCY IDZIECIE” ale to pewnie by sie skonczylo akcja policyjna, wkoncu polityka strachu teraz taka popularna w juesej. No a jak juz o ludziach na ulicy pisze to….

Fotografowanie street’u w pewien sposob chyba uposledza, a moze powinienem powiedziec ze wzbogaca? sam nie wiem, objawia sie to tym, az glupio sie przyznac, objawia sie to tym ze np czasem idzie sie z kims ulica i sie czlowiek nagle zagapi w jakis detal typu buty przechodzacych obok ludzi, ukladajace sie cienie i swiatlo na betonowej formie, zapominajac calkowicie o czym sie przed chwila rozmawialo w drodze do podziemii, bo tu najczesciej jak sie gdzies idzie to na ktoryms etapie tej podrozy jest jakies jedno zejscie do podziemii, albo hmm cztery. No a potem jak ta osoba sie spyta czemu nagle gdzies odplynales to glupio sie wytlumaczyc ze a bo ktos w ‘fajny’, ‘fotograficzny’ sposob przeszedl przez ulice nie? To miasto strasznie pobudza streetowa wyobraznie, jest jak jeden niekonczacy sie film z ktorego chcesz wyrwac jakas klatke dla siebie. Te klatki sie tak zbieraja i zbieraja do kupy, a potem, jak wlasnie wczoraj u mnie, nastepuje wielkie zdziwienie ze w ciagu roku z tych klatek zrobilo sie 110gb zdjec. Pomyslec ze caly czas zylem w swiadomosci ze przez ostatni rok nie zrobilem zadnego bardziej wartosciowego materialu ktory jakos by mi polechtal tworcze ego. Troche tego streetu sie natluklo to prawda, ale czuje ze dopoki to tak lezy w folderach to tak naprawde nie widze tych zdjec, moze stad taki brak satysfakcji.

A, bym zapomnial. Siedzac ostatnio w barnsie i noblesie, zachaczylem o wielka zdjeciografie Lee Friedlandera, mojego zdjeciowego nowojorskiego zioma co go mialem na egzaminie z historii fotografii. O ile wczesniej jakos w oczy mi sie to nie rzucalo, to o tyle po pol godziny z albumem chyba wszystkich jego zdjec bylem dosc oslupiony faktem (sam nie wiem, moze mi sie uroilo ), ze Friedlander to chyba pionier mojego spojrzenia na street ( no i jeszcze troche Trent’a Parke’a, pan znany mi dopiero od niedawna tak naprawde, a widze ze dzieli ze mna zamilowanie do cieni i niskiego slonca, no i kurde gus powell, oh man, zamykam sie bo wyjdzie zem do bolu wtorny). No wiec ogladajac jego niektore zdjecia czulem sie totalnie jak w domu, wszystkie te siatki druciane, cienie na ulicach, odbicia w lustrach i ukrywanie wlasnego odbicia w kadrze, wystawy sklepowe, smieszne napisy, ciekawosc formy, krzaczory ktore nikt nie uznalby nigdy za fotogenicznie. No normalnie dziwne wrazenie. A Po przejrzeniu calego albumu stwierdzilem ze czas zaczac powaznie pomyslec nad nowa odslona portfolia, ktore by podsumowalo co ciekawsze klatki z ulicy. Moze po wakacyjnie jakos do tego usiade. Tak mnie korci by poleciec z jeszcze wieksza przestrzenia dla zdjec, zrobic bardzo mocna selekcje w streecie i troche zmienic podejscie do dzialow. To bedzie takie dobre podsumowanie “na teraz” bo ostatnio troche mnie to zmeczylo wiec stwierdzilem ze po wielu miesiacach czas na totalna zmiane klimatu, odwrocenie proporcji…powrot.

A poniewaz ostatnio mam jakis problem z pisemnym wyrazaniem sie, a wlasciwie to z werbalnym ktore to pewnie zrobilo przerzut na pisemne, w tej kolejnosci.
.
Pewnie ma to bezposredni zwiazek z moim strasznym parciem na nieustanne fotografowanie. Na jego brak. Brak ujscia dla tego parcia sprawil ze jakos miejscami wchodze w tryb uspienia, jak gruby stary telewizor co w salonie stoi i sie kurzy. W glowie trybiki zapieprzaja na pelnych obrotach, wewnetrzne wkurwienie nabiera na sile no i i i i i dupa. No i jeszcze uczelnia na boku, bo zapomnialbym, wlasnie mam wiosenna przerwe do konca tygodnia, na cale szczescie. Niestety zlosliwosc losu, lub moja wlasna niezdarnosc sprawia ze dalej siedze w tym wkurzajacym uspieniu i wcale mnie nie pociesza fakt, ze pofatygowalem sie do agencji i ze codziennie wpada jakis nowy kontakt, teoretycznie, bo tak wsumie, dla mnie wciaz za malo z tego wynika, wciaz czeka sie na cos od jednego weekendu do drugiego. Wiec ktoregos razu, usiadlem i eureka, zrobic sobie plan zajec nie z dnia na dzien, nie z tygodnia na tydzien, a miesieczny!! Niebiosa zagrzmialy. Optymalna sytuacja wygladala by tak ze nie mam czasu na nic i robie zdjecia co drugi dzien. Slonia zjada sie po kawalku a calosc jest wieksza od sumy poszczegolnych czesci. Taki jest plan. Szkoda tylko ze ta pieprzona swiatynia konsumeryzmu i biurokracji skutecznie podrzuca mi klody pod nogi. Plan miesieczny, ech genialne. Swoja droga, zastanawiam sie czy nie lepiej bylo by byc polskim emigrantem mowiacym po angielsku we francji. Jestem w szoku ze to pisze bo wkoncu nie cierpie francji, sam nie wiem czemu, moze mi sie od Clarkssona udzielilo, a moze to te wszystkie fajne modeleczki zajawione Paryzem mnie tak przekonaly. Moglby juz sie nowy sezon Top Gear’a pojawic kurcze…

Z pozycji filmowych, dzis absolutna klasyka. Tony Montana. Nigdzie cholera nie moglem znalezc sceny ktora sie dziala dokladnie przed ta ponizej. Scena smierci siostry Tonego, jak ktos ma namiary to pilnie poprosze.
Z artystycznych spraw to dekonstrukcja, Mcqueen’a. Odkad mnie June oswiecila tym panem to sledze co sie da, maks.
A muzycznie, dzis bedzie klasyka z czasow gdy podkradalem bratu plyty z szuflady + jeden remiks depechow zapodane w kolejnosci od tego ostatniego.
zajebisty ten fashion magician
yeeee
Tak przegladam sobie te zdjecia i uswiadomilem sobie ze kurewsko Ci zazdroszcze czasu……………….ze mozesz byc na miescie wtedy kiedy sa najwieksze tlumy i sie cos dzieje, podczas gdy ja musze siedziec w pracy i patrzec na slonce przez okno. life sucks…….
no i oczywiscie nie obylo by sie bez Kalboja golego………………..kiedys czytalem gdzies ze on ma pare par gaci na sobie bo mial pare przypadkow juz jak ktos podlecial od tylca i chcial mu owe gacie sciagnac, sie zabezpiecza wiec………………New York :-)
ano moge, we wtorki i piatki.
weekendy ci wcielo? o ile wiem w sobote najwiekszy boom na times square:)
świetne te twoje streety. jednak dobre streety to nie tylko ludzie. PS: w kolorze lepiej mi sie widzą z tego rzutu;) pzdr
Kałboj dał czadu :D
Dobre foto.
A dekonstrukcja świetna :)
tenks musek, aczkolwiek nie bardzo kumam twoja uwage, przejrzyj inny moj stuff to sie zorientujesz ze ludzie z “twarzami” to akurat nie taki powszedni element w moich zdjeciach z ulicy.
pozdro
te zdjęcia z każdym miesiącem co raz bardziej mi sie podobają . dotychczas nie byłam wielka fanka miejskiej fotografii, no ale przekonujesz…a o to tu chodzi.
hm, pomieszaj kiedyś analogowe zdjęcia z cyfrowymi we wpisie :)
film is dead, juz dlugo nie uzywam;)
doigrales sie, fotografujesz Noctiluxem w weekend :D
witam, trafiłem przypadkiem jakoś dzisiaj na Twój blog. wow, noo szok, niesamowite są te zdjęcia z NYC. przeglądnąłem większość. wysoka 5. będę odwiedział systemantycznie. pzdr. M.
milo, skoro tak to zrobimy wymianke linkowa:]