taki niu jork stejt of majnd

Born Yesterday

Sexy Bessa R3
Nawet nie pamietam dokladnie kiedy przewinalem swoja ostatnia rolke filmu 35mm przez mojego, swietej pamieci, analoga. To chyba bedzie ze 2 lata jakos, odkad foce calkowicie cyfrowo, to tak wlasnie dwa lata jakby bedzie.

Wlasnie zaladowalem do pozyczonej seksownej Voigtlander Bessy R3 (thx Tomek!) rolke hp5 i zrobilem dwa zdjecia, migawka kliknela leciutko, mechanicznie gladko, prawie nie slyszalnie, a moze poprostu inaczej niz w nikonach. Kurcze normalnie az nie bylem pewny i zrobilem druga klatke, z przyzwyczajenia spojrzalem na tyl aparatu, ale przeciez tam nie ma wyswietlacza, teraz spogladam na aparat i sobie mysle ze bede musial czekac az wywolam film, zrobie styki, kurde, geba mi sie smieje z wrazenia, jakbym sie cofnal w czasie o 5 lat:D

No ale wracajac na ziemie, migawka czasem sie nie naciagnie, raz sie klatki nawinely, tu zapomne o zmianie ekspozycji, daaaamn. Za stary jestem na takie ambicjonalne wyjazdy. Pomijajac moj calkowity brak przyzwyczajenia do dalmierza to juz w ogole jakos tak e e kosmicznie?

Bo w ogole to mowcie sobie co chcecie, zabawa zabawa ale ja chyba jakis slabo romantyczny jestem na zabawe w ciemnii, mozna sie klocic generalnie, wyciagac armaty w temacie wielkich 100×70 barytowych cudow czy co tam sie komu nawinie na mysl… tylko jakos nie widze siebie entuzjastycznie focacego na filmie, na rok 2007. Czekac az wywolam film, zrobic styki, kurde, potem godziny w ciemnii….hmm gdzie ten skrot do lightroom. Na koncu i tak zdjecie sie liczy i nikogo nie obchodzi czym i jak.
Click’em all
Ze mi sie jeszcze nie znudzilo to lazenie to sam sie podziwiam normalnie. W tygodniu po szkole, w weekendy, w inne dni tez. Wiosna definitywnie zawitala do miasta, krotkie spodniczki kwitna, temperatura narazie znosna, wkrotce bedzie nieznosna i bede mial tutaj jak w skoczkowym singapurze. Tak czy siak, lata doczekac sie nie moge, bedzie upal na 102, bedzie rzeznia. A tymczasem kolejny weekend spieprzyl, przydaloby sie po 3 tygodniach planowania wkoncu zrobic te printy do folia… moze za tydzien ;//



Wiosna?



Hmm..



One Hour Photo
Sobota byla dziwna, po niej zazwyczaj nastepuje niedziela a po niedzieli wiadomo, poniedzialek a to oznacza caly dzien w szkole. 192 godziny prysly jak jeden dzien. W tygodniu chcialem sobie pofocic i spedzic czas na miescie, ale z drugiej strony potem pomyslalem ze po co mam znowu natluc tyle zajebiscie podobajacych mi sie urbanszotow? co ja mam z tym zrobic potem? w setkach zalega na dysku, powiedzialem nie, mowy nie ma. Dlugo nie wytrzymalem bo az do dzis, przy sniadaniu przywital mnie padajacy snieg (wielkanoc czy gwiazdka?) zimno jak jasna cholera, cos ponad zero.


Wieczorem jak to na swiateczna niedziele przystalo, kino familijnemajgad. Film o dziewczynce zakochanej w koniach. Przypomina mi sie lot z warszawy do nyc, puszczali wtedy cos podobnego i polowa pasazerow pytala o spadochrony. Zobaczylem urywek z zachodem slonca (D:) i normalnie zachcialo mi sie jakiegos biwaku, namiotow, ogniska i jeziora. Musze to wrzucic na liste rzeczy do zrobienia. Zapakowalem aparat w torbe, empetrojka ze stolika i w droge….


To pierwszy moj taki wypad po najblizszych okolicach w tym roku, raptem 6 ulic w lewo, 3 w prawo, 4 w dol. Skutecznie do nadmiaru energii wpasowal sie u mnie NAS na sluchawkach. Sam nie wiem czy to to tak industrialnie tu w okolicy czy to tylko wieczorna ciemnica sprawila ze tak to wyglada. Fakt faktem, musze sie porozgladac dokladniej tu i owdzie i na chwile dam odpoczac wiezowcom.

A na koniec dnia wielkanocny odcinek south park (thx bro za cynk).
Follow the way of the rabbit
3.5 mili…
2 nawet przebieglem chyba, 1.5 przespacerowalem jedna reka trzymajac sie za klatke by pluc nie wypluc a druga trzymajac kolano by mi nie wypadlo bo bym sie w ogole rozlozyl na betonie. Do tego jakos ponizej 10 stopni i wiatr, czyli typowa pogoda by sie zabic biegajac. Po pol mili czulem sie jakby mnie majk tajson w klatke walnal. 5 ulic przed domem to juz taki kryzys ze aua. Na szczescie dobieglem, prawie sie film urwal na koncu ale dalem rade. Wychodzi teraz kazda minuta zarwanej nocy przed kompem, kazda butelka piwa i pizza, hmmm krakow?:D. Boli wszystko oprocz palcow u stop. Jest zajebiscie. Zyje.




Wchodzac do ciemnicy zalozyc filmy do koreksu nawet nie zauwazylem kiedy sie pocialem. Jakiez bylo moje zdziwienie gdy zabierajac sie do nawijania drugiej rolki poczulem ze mam cos mokrego miedzy palcami. A jakie bylo moje zdziwienie jak to mokre cos zaczelo sie robic klejace i zorientowalem sie ze jest na slimaku i filmie to juz w ogole. Przywitalem sie na nowo z filmem. Takie ze niby wiezy krwi.
A jutro moze cos pykne w kolor.
O karwa 3 w nocy, przegiecie.
Mini Memento
Jak proboje siegnac pamiecia i przypomniec sobie wszystkie zdjecia jakie dotad zrobilem….to cholera nic nie pamietam. Pomijam te zdjecia z przed lat, normalka, mozna zapomniec. Ostatnio jednak probowalem sobie przypomniec co sfocilem w marcu… i kurcze wiedzialem ze cos sfocilem:D ale co to juz nie. Wychodze na ulice i totalnie przestaje myslec. Nie powiem by to nie sprzyjalo foceniu bo sprzyja… az za bardzo chyba bo mam wrazenie ze mi sie cos mocniej w glowie wylaczylo.

Moje ostatnie problemy czyli nagminne zapominanie o pewnych prostych sprawach jest wrecz porazajace. Co by wymienic np wracanie sie z jednego konca miasta na drugi, tylko po to by wziasc cos co sie zapomnialo wziasc wczesniej, po czym po dojsciu na miejsce i rozpoczeciu podrozy z powrotem na drugi koniec miasta zorientowac sie, ze nie wzielo sie tego po co sie przyjechalo o0.

Jak to jest ze im wiecej zdjec robie tym coraz bardziej mi sie niechce ich obrabiac? dzieki bogu jest cos takiego jak lightroom.



No i jeszcze ta reporterka Autogastronomiczna…;///