Dystorsja
Caly tydzien zmagania sie z uczelnia, jezdzenie tu i tam, zalatwianie tego i tamtego. Uroki biurokracji, demokracji i roznych nacji. (:lol) A teraz weekend. Zdrowa kofeina i domowa lekka rozkmina czyli w skrocie, wczoraj poprzez tresc mejla od przedstawiciela reszty populacji dano mi jednoznacznie do zrozumienia ze…

..ze modelki dla 80 procent spoleczenstwa pochodza z oddalonej o lata swietlne galaktyki, sa owiane legenda i wieloma tajemnicami, nie zyja wsrod nas. W dalszej czesci dnia zaakceptowalem rowniez fakt ze internet tak naprawde sklada sie z kilkudziesieciu stron internetowych, reszta to straszny syf, mam wrazenie ze wszystko juz widzialem, internet to jeden wielki digart. Straszny przeplyw syfu, a moze to tylko moja sarkastyczna odmiana obojetnosci na to wszystko. Te kilkadziesiat stron ktore przegladam regularnie to tez syf, ale sie przyzwyczailem. Jedyne pozytywne aspekty internetu odnajduje ostatnio wlasnie w roznej masci blogach. ( to ja powiedzialem?)

Zapisalem sie juz na semestr, 4 tego marca zaczynam od nowa. 6 dni w tygodniu :] To wystarczajaco ukroci moj nadmierny myslotok.

South parkowy tekst weekendu:
“Stan: The note (from Wendy) says to meet her at Stark’s Pond after school.
Kyle: Whoa, maybe you can kiss her.
Cartman: Or slip a little tongue.
Kenny: [mumbles] Or slide a finger up her pussy.
Kyle: I didn’t know she had a cat. “